***
Po drugiej stronie drzwi usłyszałam przekomarzanie się dwóch chłopaków. Nie trudno się domyślić, że to Niall i Harry. Nie otworzę im. Wyglądam jak z krzyża zdjęta.
Siedziałam cicho aż sobie poszli.
***
Tego samego dnia - po południe
Teraz to się rozpłakałam na dobre.
Siedziałam w parku parę metrów przed hotelem i wyłam jak głupia. Nadzieja. Moja ostania nadzieja przepadła. Nie przyjęli mnie do tego hipermarketu 'Suzan'. Co teraz? Z ulotek nie przeżyję. Dzisiaj zarobiłam parę marnych groszy. Mogę być jedynie bardzo wdzięczna Niall'owi, że opłacił mi hotel. Jednak tydzień dobiega końca i będę musiała się wyprowadzić. Pogubiłam się i już nie daję sobie rady. Nagle czyjaś dłoń delikatnie pogładziła mnie po ramieniu.Usłyszałam lekko ochrypnięty głos:
- Co się stało mała? Nie płacz... - usiadł obok mnie. Biło od niego ciepło i troska, a loki zachodzące na twarz tylko dodawały mu uroku. Powoli uspokajałam się w ramionach Hazzy, który delikatnie gładził dłonią po moich włosach i kołysał na boki naszymi ciałami. Miał wokół siebie taką aurę, jakiej nie mógł się nikt oprzeć, a już na pewno nie ja. Czułam się taka bezpieczna i tak bardzo mu ufałam. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam mu wszystko opowiadać. Zwierzałam mu się, chociaż nigdy w życiu tego nie robiłam. Nawet moim rodzicom czy siostrze.
-
Dużo przeszłaś i dużo jeszcze przed tobą, jednak obiecuję, że teraz
będzie już tylko lepiej. Musisz uwierzyć w siebie i ludzi - tutaj
wskazał pacem na siebie -, którzy chcą ci pomóc.Odprowadził mnie na górę. Zaparzyłam herbatę i poszłam do łazienki ogarnąć moją zaczerwieniona i opuchnięta od płaczu twarz. Chlusnęłam w nią zimną woda. To było to, czego potrzebowałam. Szybciutko pozbyłam się czarnych strużek po tuszu i nałożyłam nowy, dużo delikatniejszy i świeższy od poprzedniego makijaż. Weszłam do pokoju, gdzie czekał na mnie loczek. Krążył po pokoju i oglądał dokładnie wszystkie zdjęcia jakie tam miałam popijając herbatę. Szeroko uśmiechnął się, gdy ujrzał mnie w drzwiach.
- Jak się czujesz? Już lepiej?
- Tak, dziękuję.
- Siadaj, herbata ci wystygnie.
Wzięłam łyk gorącego jeszcze napoju, który cieplutko rozlał się po moim ciele. Przyjemnie uczucie.
- Więc te zdjęcia... To twoja rodzina? To twoje siostry, mama, tata. Tak?
- Nie do końca. Ta czarna to moja przyjaciółka Caroline. Mój tata - wskazałam palcem - siostra Nadia i mama po prawej.
- Na tym o tam - kiwnął głowa w stronę fotografii, na której znajdowałam się wraz z mamą i Nadią - wyglądacie na szczęśliwe.
- Tak, byłyśmy. Rok później w naszym domu na dobre zabrzmiał dźwięk pełnych i opróżnionych już przez moją matkę butelek po alkoholu.
- Próbowałaś z nią o tym rozmawiać? Umówić na jakąś terapię?
- Tak i to nie raz, ale za każdym razem nieskutecznie.
- Dobrze, już się nie zamartwiaj. Chodź, skoczymy "po cukier" - pokazał cudzysłów w powietrzu - do sąsiada. Nie pozwolę ci siedzieć tutaj samej. Obejrzymy jakiś film, zjemy popcorn. Niall się ucieszy.
** Oczami Harry'ego **
Emily wyglądała na prawdę fatalnie. Pomyślałem, że mile spędzony wieczór dobrze jej zrobi.
Zapukałem do drzwi Niall'a.
Blondyn w furii wyskoczył na korytarz i zaczął coś krzyczeć o telefonie. Odruchowo chwyciłem za urządzenie i ujrzałem 18 nieodebranych połączeń. 9 od Niall'a, 3 od Zayn'a, 4 od Liam'a i 2 od Louis'a. Miałem wyciszone dźwięki, a w obecności Emy zapomniałem o bożym świecie a co najmniej o telefonach. Po chwili zamieszania chłopcy wpuścili nas do środka. Oczywiście nie obyło się bez wkąsów i uwag Niall'a typu "małpy są rozsądniejsze od ciebie" i "oddasz mi całą kasę jaką straciłem nagrywając ci się na pocztę - 9 razy, pacanie". Gościu na koncie masz miliony a nie stać Cię na to? Jesteś jakiś przyjebany czy co?? Chciałem mu powiedzieć, ale szybko ugryzłem sie w język, bo blondyn oświadczył, że oczywiście tylko żartuje i że na prawdę się o mnie martwił.
** Oczami Emily **
Gdybym wiedziała, że są tutaj wszyscy, nie przychodziłabym w takim stanie. Zostałabym u siebie. Na szczęście wieczór szybko zleciał. Było miło, dużo śmiechu, zabawy i jedzenia... Obejrzeliśmy dobrą komedie. Wyszłam około 22.30 w świetnym humorze. Byłam wesoła po dłuższym czasie. Wszyscy oni są cudowni. Niestety, to była ich ostatnia domówka, a raczej 'hotelówka' w tym miesiącu w Londynie. Jutro wieczorem zaczynają trasę po Europie. No i będę musiała sobie radzić sama, od nowa, ale teraz już wiem, że dam sobie radę. Jeszcze tylko zadzwonię do Nadii. Wybrałam numer i wcisnęłam podświetloną na zielono słuchawkę.
*Rozmowa telefoniczna*
- Halo?
- Nadiś, to ja, Emila. Co tam u ciebie? Opowiadaj.
- Hey, skarbie. Musze zapisać ten numer. U mnie... jakoś leci.Po jutrze o 10.30 mam operację. Muszą przeszczepić mi nerkę. Jest dawca, a to już połowa sukcesu. Moje szanse na życie zwiększyły się do 50 %.
- To świetnie, bądź dobrej myśli. Na pewno wszystko się uda i niedługo odwiedzisz mnie w Londynie, jestem tego pewna.
- Oooj, wiesz, że cię kocham, prawda?
- Tak, tak. Ja ciebie też. No to jeszcze szybko, co u mamy?
- Wyobraź sobie, że mnie odwiedziła. Wygląda na załamaną. Ona na serio się o ciebie martwi.
- Przekaż jej, że u mnie wszystko w porządku i niedługo wkrótce zadzwonię. A teraz muszę już kończyć, skarbie.
- Okeey, pa pa, Trzymaj się.
- Ty też, pa...
*Koniec*
Nasze rozmowy nie mogą być dłuższe niż 5 minut. Dzwonienie za granicę jest na prawdę drogie. Muszę założyć sobie Skype'a.
C.D.N. Xd - Przepraszam za długość, obiecuję, że następny będzie co najmniej 2x taki :) I pamiętajcie proszę o mojej prośbie xx


Świetny rozdział jak i cały blog :) Zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńhttp://never-ending-story-forever.blogspot.com/
Podoba mi się x
OdpowiedzUsuńNo w końcu można komentować z anonima! :D Ciesze się, że odchaczyłaś tą opcje po tym jak do cb napisałam ;D Świetny rozdział i czekam na kolejny :3
OdpowiedzUsuńKooocham <3
OdpowiedzUsuń