Chapter 5
Witam, chyba już ostatnim przed świętami rozdziałkiem, więc na wstępie chciałam Wam życzyć:
Zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt spędzonych w miłej atmosferze, wśród rodziny oraz szampańskiego nastroju w sylwestra. Szczęśliwego Nowego Roku. Nie zapomnijcie tez, że nasz kochany Loulou ma urodzinki :) Wszystkiego dobrego, kochani xx
- Hey mała i wow, wyglądasz świetnie -
przesłał
mi szczery uśmiech Hazza. Nie przyszedł sam, przyprowadził Niall'a i
Liam'a. Świetnie nam się rozmawiało. Liam był strasznie miły i sypał
kawałami jak oszalały. W miłej atmosferze zjedliśmy obiad i udaliśmy się
do pokojów hotelowych.
***
Dochodzi 17.35. Muszę się zbierać na rozmowę kwalifikacyjną. Supermarket "Hipcio"... Uff... Raz się żyje...
- Pani Emilia, lat 17, miejsce zameldowania: Polska, Wrocław... bla, bla, bla.... brak jakiegokolwiek doświadczenia - po godzinie zakończyła się jakże fascynująca rozmowa, przegraną z mojej strony. Nie dostałam tej pracy. Moja ostatnia deska ratunku to hipermarket "Suzan". Tak, ostatnia, bo poprzednią, czyli drugą na dzisiaj zaplanowaną, odwołano. Znaleźli już kogoś. Jestem na straconej pozycji, powoli zaczynam wątpić w moje lepsze, odmienione 'new life'. Jestem urodzona pesymistka - wieem too...
***
Wieczorem znowu zadzwonił telefon.
- Głuchy - mruknęłam pod nosem. Już miałam nacisnąć czerwoną słuchawkę, kiedy coś kazało mi przejechać palcem po przycisku odbioru.
- Słucham - powiedziałam pewnie. *cisza* - Hallo ! - ponowiłam próbę. *cisza* - Kurwa hallo! Odezwij się, to nie jest śmieszne! - powiedziałam już nieźle wkurzona.
- Hej... T-to... T... To ja Nadia. - osoba po drugiej stronie słuchawki z trudem wypowiadała kolejne słowa. To moja siostra. Starsza siostra, która rok temu
wyprowadziła się z domu.
- Zatkało mnie, bo... no bo... No skąd masz mój numer?
- Od Karoliny - no tak, przecież mogłam się domyślić - Muszę p... powiedzieć Ci... coś... ważnego...
- No słucham, co to takiego?
- Hyyy... ... Jestem chora na białaczkę. Dowiedziałam się o tym dwa tygodnie temu. Za trzy dni mam pierwszą operację. Jest 40% na to, że przeżyję. - te słowa
wypowiedziała na jednym tchu, tak jakby chciała je jak najszybciej z siebie wyrzucić. A ja zamarłam. Wszystko się pieprzy. Całe życie mi się wali. Nie mogę w to
uwierzyć.
- ...
- Emilka? Jesteś tam jeszcze?
- T-tak. Jestem. Nie wiem co mam powiedzieć. Wiem jednak, że jestes dzielna, silna i dasz radę. Na pewno.
- Tak bardzo chciałabym cie teraz przytulić, chciałabym móc miec cię przy sobie.
- Wiem kochanie, wiem - do oczu napłynęły mi łzy. Tylko nie teraz. Proszę, nie teraz... - Ja też, ale wybacz mi, bo nie mogę teraz przylecieć do Polski. Nie teraz, nie
mam kasy...
- Rozumiem...
- Wiedz, że duchem jestem cały czas z tobą, myślę i kocham cię.
- Dziękuję. Ja ciebie też. Muszę kończyć. Odezwij sie, proszę.
- Oczywiście, obiecuję. Pa... Trzymaj się...
- Cześć.
*Koniec rozmowy*
Była zawiedziona moją postawą. Słyszałam to w jej głosie. Jestem głupia, przecież ona ma tylko mnie, tylko ja mogę jej pomóc, tylko ja... Jeju, jest mi trudno opisać
co teraz czuję... Hmmm... Te głuche telefony - dzwoniła w nocy, bo jest inna strefa czasowa. No tak. Jeden problem z głowy. Teraz drugi, poważniejszy - 40% na to, że
przeżyje? Więc 60 na to, że... że... umrze? Nie, to nie może być prawda. Ciekawe czy mama o tym wie.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam, przejrzałam się w lustrze. Wory pod oczami, twarz zapuchnięta. Przepłakałam całą długą noc. Nie mogę się pozbierać. Usiadłam na fotelu i zamknęłam oczy, które
jeszcze mnie piekły. Zaczęłam cicho szlochać. Chciałam się odprężyć, chwilę odpocząć. Nie umiałam. Myślałam o Nadii, mojej matce, o rodzinie, która tak nie wiadomo
kiedy się rozpadła. Dlaczego nie może być teraz przy mnie taty? On zawsze wiedział jak mi pomóc. Wiedział jak pocieszyć. Sięgnęłam po telefon i wybrałam pewien numer.
- Słucham?
- Mamo, to ja, Emilia. Jestem w Londynie, nie martw się o mnie, nie szukaj mnie i zajmij się Nadią. Ona cię teraz potrzebuje, zadzwonię wkrótce - rzuciłam oschle na
jednym wdechu i rozłączyłam się nie zważając na to, czy osoba po drugiej stronie chciałaby coś dodać.
***
Wzięłam prysznic i w miarę się ogarnęłam. Nałożyłam 'tapetę', która postarzyła mnie o kilka lat, ale i tak wyglądałam o wiele lepiej. Włosy zaczesałam przez czoło tak,
że wyglądały jakbym miała grzywkę. Nawet mi się to spodobało. Ubrałam krótszą sukienkę i czarne grubsze rajstopy. Chciałam usiąść wygodnie na łóżku i pewnie wtedy
znowu zaniosłabym się płaczem z bezsilności, gdyby nie pukanie do drzwi.
*
- Zamknij się! Siedź cicho!
- Na pewno jej nie ma.
- Jest, mówię ci, że jest. Nie marudź! *
Po drugiej stronie drzwi usłyszałam przekomarzanie się dwóch chłopaków. Nie trudno się domyślić, że to Niall i Harry. Nie otworzę im. Wyglądam jak z krzyża zdjęta.
Siedziałam cicho aż sobie poszli.
O jeju , popłakałam się ;( . Genialny <3
OdpowiedzUsuń