wtorek, 3 grudnia 2013

Chapter 4

Przepraszam za tę dłuugą przerwę - dużo się u mnie ostatnio działo. Mnóstwo nauki i wgl. Nie miałam czasu, ale teraz cała się oddaję Wam ;)

  Ps.: Przepraszam za dziwne (?) rozmieszczenie tekstu :)

Ja znowu musiałam się jakoś wywinąć, bowiem nie było mnie stać na takie luksusy...

 *Oczami Harry'ego* 

Właśnie wracałem od Niall'a, kiedy w drzwiach wyjściowych hotelu spotkałem Ellie. Nie. Zaraz. Emily.  

 Uśmiechnąłem się sam do siebie. No miałem szczęście. Właśnie wybierała się na obiad. Zaproponowałem jej wyjście do restauracji za rogiem, jednak mała skutecznie się wykręcała. Nie mogłem się poddać. Od ostatniego -  i zarazem pierwszego spotkania - ciągle o niej myślę.

- Nie daj się prosić. Nalegam. Zaciągnę cię choćby siłą. Nie martw się o pieniądze. Ja płacę.

- Dobrze, ale musisz wiedzieć, że jest mi strasznie głupio, ale i miło :)

- Nie Emily, to mi jest miło. W końcu zjem obiad w towarzystwie i to nie byle jakim. - w tym momencie zarumieniła się słodziutko. Chyba ja zawstydzam.


*Oczami Emily*

Miałam jakiś wybór? Może tak, a może nie. Zgodziłam się i nie żałuję. Spędziliśmy ze sobą jakieś trzy godziny, podczas których lepiej się poznaliśmy. Styles jest jak detektyw. Dosłownie. Potrafi podstępem wyciągnąć ze mnie najbardziej poufne informacje. Węszy tam, gdzie nie powinien. Jejć, jak on na mnie działa. Dowiedział się o mojej sytuacji rodzinnej i finansowej i obiecał, że jeśli nie uda mi się znaleźć pracy to coś wymyśli, uruchomi swoje znajomości. Wymieniliśmy się numerami telefonów i umówiliśmy na jutro na obiad w tym samym miejscu o 15.00. One Direction ma parę dni wolnego. Myślę, to znaczy mam nadzieję, że spotkam się ze Styles'em i Horan'em jeszcze nie raz, a kto wie? Może poznam resztę 'bandy'? Ciekawie czy są równie zakręceni.                                  Rozbawiona spojrzałam na zegarek - dochodziła 16.00.

- Musze lecieć do pracy.

- Do pracy? - Na jego czole pojawiła się długa zmarszczka, a usta ułożyły się w wąską linię, był zmieszany.

- Tak, na razie rozdaję ulotki.Reklamuję kosmetyki, perfumy itp.

- No szkoda księżniczko.  Pamiętaj o jutrze. Już nie mogę się doczekać. - delikatnie musnął mnie w policzek, który po chwili - jak poczułam - oblał się rumieńcem. Znowu.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

- Emily, tak? Na początek musisz rozdać tylko 100 ulotek. Załóż też tę czapkę z logo firmy.

- Oczywiście. Nie ma sprawy. Dziękuję za szansę i do zobaczenia.                                   Po drodze zwiedzę Londyn,

 może poznam kogoś ciekawego... Tutaj ludzie zazwyczaj bardzo się spieszą, trudno będzie mi wcisnąć komuś niepotrzebny zadrukowany na kolorowo świstek papieru, hmmm... Powciskam je za wycieraczki samochodów. Tak. To dobry pomysł.  Tak myślę.                                                                                          

2 h później.     

                                                                                                             Ulotki rozdane. Dostałam za to pierwszą 'wypłatę', za którą zdołałam kupić chleb, kiełbasę, masło oraz herbatę. Na tyle mi starczyło. Całkiem nieźle. Jutro pójdę przed obiadem, aby móc za siebie zapłacić. Głupio się czuję, gdy robi to ktoś za mnie. Tym bardziej ktoś, kogo prawie nie znam. 

Teraz mam czas na przemyślenia. 
Zastanawiam się bowiem czy zadzwonić do mamy. Hmmm... Chyba nie jestem jeszcze na to gotowa. Strasznie się boję. Kiedy indziej. Kwestia mieszkania: widziałam parę ogłoszeń, a szczególnie zainteresowało mnie jedno - 2 pokoje, mała łazienka i kuchnia. Przytulne mieszkanko na parterze jednego z osiedlowych bloków i to całkiem tanio. Rozmawiałam już z właścicielem. Miły starszy pan muszę mu tylko przedstawić zaświadczenie stałego dochodu... I tu się na razie zatrzymajmy. Pierwsze rozmowy kwalifikacyjne już jutro. Jestem podekscytowana i jednocześnie strasznie zdenerwowana. Co  jeśli się nie spodobam? 

Miałam jeszcze trochę spraw do omówienia sama z sobą, jednak byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza i to na fotelu, trzymając w ręce puszkę orzeszków ziemnych. Obudził mnie telefon. Głuchy telefon. Dochodziła godzina pierwsza nad ranem. Szybko przebrałam się w piżamę, pozbierałam rozsypane na podłodze orzeszki, nastawiłam budzik na 8.00 i poszłam spać. Do łóżka - jak należy. Resztę nocy przespałam z małymi przerwami. Co chwilę budziłam się myśląc o kolejnych dniach i o głuchych telefonach, które dzwoniły jeszcze dwa razy...

 

Następnego dnia


Wstałam rano, lekko mówiąc wkurwiona, bo nie wyspana, a niewyspana lub głodna Emy to zła Emy ;c Uzgodniłam z szefem, że rozpocznę pracę o godzinie 10.00 i już o 13.00 odebrałam wypłatę. Była nieco większa niż wczoraj, bo dostała większy przydział ulotek, ale jak już powiedziałam - nieco.

Teraz już tylko 1,5 godziny dzieli mnie od spotkania z loczkiem. Gorączkowo poszukuję teraz ubrań. Chcę wyglądać hmmm... ładnie? Pociągająco? Chcę mu się podobać. Zależy mi na tym. Na łóżku ułożyłam jasne rurki z motywem flagi brytyjskiej na tylnej kieszeni, białą koszulę z podwijanymi rękawami i czarne koturny. Mój strój wyglądał przebosko. Byłam z siebie dumna. Tym razem nie wyprostowałam włosów - wręcz przeciwnie - zakręciłam je.

....



3 komentarze: