Chapter 2
Siemkaa! Jestem! Łapcie następny rozdziałek :)
Tam będę sama i nie będę miała na kogo liczyć. Zdana na siebie. W nowym miejscu. Z daleka od wszystkich znajomych i rodziny...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z płaczem wsiadałam do samolotu, nie było odwrotu... i start...
Zielone łąki, lasy. Błękitne rzeki, morza, jeziora...
Z góry
wszystko wydaje się być takie spokojne i niewinne. Jednak pośród tych
przepięknych drzew mieszka populacja zwana ludźmi, którzy już dawno temu
stracili szacunek do siebie i innych . To przykre, jednak niewiele jest
osób, które nie żerują na cudzym nieszczęściu i potrafią sami do czegoś
w życiu dojść. No cóżż... Widoki z samolotu, nieziemskie.
Nagle ktoś
z tyłu kopnął moje siedzenie. I całkiem przypadkiem wyrwał mnie z
zamyślenia. I dzięki Bogu, bo chyba bym się zaraz rozpłakała. Kiedy
samolot wylądował złapałam pierwsze lepsze taxi i pojechałam do centrum
Londynu. Wysiadając z auta uświadomiłam sobie najważniejszą rzecz,
jakiej nie zrobiłam.
- Bo kurwa
jestem tak pomysłowa. Kurwa! No przecież ja nie mam tu mieszkania. -
powiedziałam sama do siebie. Zapomniałam coś wynająć. Na szczęście
perfekcyjnie (mogłoby się zdawać) znałam język angielski. To już jakiś
plus. Siedziałam z trzema torbami na ławce pod Big Benem jakieś dwie
godziny.
Czułam,
że ktoś mnie obserwuje i tym razem to nie był sen, a raczej koszmar.
Wysoki blondyn, chyba farbowany. Nie widziałam dobrze twarzy. Teraz stał
odwrócony tyłem do mnie. Założył czarne okulary przeciwsłoneczne
(dziwne, bo wcale nie było słońca, a pogoda była nijaka) i ruszył w moim
kierunku. Momentalnie zrobiło mi się ciepło, kiedy zorientowałam się
kim jest owy przystojniak. Znam jego imię, nazwisko, datę i miejsce
urodzenia...
Ojojoj... Znam go...
*Oczami blondynka*
Pożegnałem
się z Ed'dem i ruszyłem na spotkanie z Liam'em. Czekałem, czekałem.
Spóźniał się już jakąś godzinę. Usiadłem na ławce i wystukałem sms-a:
"Masz pół
godz, Liam. Spieszę się..." i schowałem telefon do kieszeni. Wtedy
zobaczyłem prześliczną dziewczynę o jasno-brązowych włosach i mocno
podkreślonych oczach. Wyraźnie była czymś zmartwiona. Z uwagą
przypatrywałem się wszystkim ruchom jakie wykonywała. Po pewnym czasie
zaczęła się domyślać, że ją obserwuję, więc postanowiłem podejść i się
przedstawić.
- Pogadamy
sobie w domu - wymruczałem pod nosem myśląc o Liamie, wystukałem sms-a
że nie mam czasu dłużej czekać i ruszyłem w stronę dziewczyny.
*Oczami Emily*
- Hey, jestem Niall. Niall Horan - przywitał się z uśmiechem na twarzy, który zdawał się nigdy z niej nie schodzić.
- No
cześć. Wieem kim jesteś. Ja nazywam się Emilia. Yy, to znaczy Emily. -
szybko przerobiłam moje imię na angielskie, by łatwiej było mu je
wymówić.
- Więc miło mi Emily. Co ty tutaj robisz? Sama? Z takimi bagażami? I to w centrum Londynu? Zaraz będzie padać.
- No jakoś nie mam gdzie się podziać. Muszę poszukać jakiegoś hotelu czy coś.
- Na razie też mieszkam w hotelu. Możesz wynająć pokój w tym samym. Pomogę Ci.
- Oj nie.
Bardzo dziękuję za pomoc, jednak ten twój hotel na pewno jest drogi, a
ja mam mało pieniędzy i na razie jestem bez pracy.
- Nie szkodzi. Mam 'trochę' pieniędzy. Przecież mogę Ci pomóc.
- Zwariowałeś? Jak ja Ci to oddam??
- Jak
zarobisz... Albo wcale. Nie zbiednieję od tego, a zrobię dobry uczynek
;p - Nagle potężne krople deszczu zaczęły lecieć na ziemię,
więc
nie mogłam, a raczej nie chciałam dłużej się tak z nim 'kłócić'.
Wygrała chęć odpoczynku w ciepłym, suchym miejscu. Blondynek zaprowadził
mnie do hotelu. Uśmiechając się ciepło do starszej pani w recepcji
poprosił ją o klucz do pokoju i uregulował wpłatę, tydzień w przód.
- 204.
Pasuje? Numer mojego pokoju to równe 200. Możesz wpadać kiedy chcesz.
**Sam nie wiem dlaczego to robię, chyba dlatego, że długo nie miałem
przy sobie jakiejś dziewczyny i teraz po prostu tak reaguje. Ona wydaje
się być bardzo miła.**
- Tak, pasuje. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.
- Nie ma
za co - Przystojniak złapał dwie największe torby i pomaszerował do
windy. Siłacz - pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie...
- Piętro 3. Nie tak wysoko i całkiem przytulnie - wyszeptałam wychodząc z dosyć ciasnej windy obłożonej lustrami.
- 200.
Wpadaj kiedy chcesz. Zapraszam - rzucił na odchodne. Podziękowałam i
uśmiechnęłam się szeroko. Działał na mnie i to jaak. A jego uśmiech -
jak narkotyk. Kiedy był blisko mimowolnie uśmiechałam się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozpakowałam torby i wyjęłam fioletowy portfelik.
- Powinnam
przeliczyć pieniądze. Nie, nie mogę. Boję się. Wiem, że za to co jest w
środku nie przeżyje porządnie nawet tygodnia. W co ja się wpakowałam?
Hmm... - zaczęłam mówić sama do siebie - zaraz, zaraz, przechodząc obok
księgarni widziałam kartkę. Ta kartka, o tak! - Wyrwałam się i migiem
pobiegłam do księgarni. Jeśli poszukują pracownika to muszę tam być jak
najszybciej, aby nikt inny nie zabrał mi tej pracy spod nosa. Kiedy
doszłam, przeczytałam informację:
Nie no,
praca wprost wymarzona. Nie potrzebne doświadczenie, ani jakieś
świadectwa czy coś takiego. Na pewno nie męcząca. Wejdę i się zapytam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Następnego dnia.
Zjadłam obiad i postanowiłam odwiedzić Niall'a. Pokój 200. Nie da się tego zapomnieć ;)
Chłopak przywitał mnie szerokim uśmiechem . Jak zawsze. Jednak ja nie potrafiłam odwdzięczyć się tym samym.
- Coś się stało? - zapytał z troską w głosie.
- Nie... A w sumie tak. Znalazłam ogłoszenie. Świetnie praca. Świetne zarobki. Coś na dobry start.
- To powinnaś się cieszyć. - odpowiedział zdziwiony.
- Nie, bo zgarnęła ją jakaś pusta lala z kilem tapety na twarzy.
- Hmmm...
Strasznie mi przykro. Londyn jest ogromny, więc na pewno znajdziesz
jeszcze coś. Może nawet coś lepszego. Teraz się nie przejmuj. Jadłaś
obiad? Właśnie zamówiłem pizzę.
- Tak, jadłam, dziękuję.
- To dobrze, że jadłaś, ale skoro już tu jesteś to zjesz jeszcze trochę. :)
- Hahhah, nie wcisnę w siebie już nic więcej
- To się
okaże ;] - zaśmiał się rześko ;D Ach ten żarłoczek. Jest taki jak
opisują go gazety: miły, sympatyczny, przystojny, śmieszny no i lubi
dużo zjeść. Jednak jedno mnie nadal dziwi: rozmawia ze mną i wpuścił
mnie do pokoju jak gdyby znał mnie od dawna. Pomógł mi jak przyjaciel, a
znamy się dopiero dwa dni.
- Po prostu Ci ufam - z zamyślenia wyrwał mnie głos Horanka.
- Słucham? - zapytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Wiem o
czym myślisz. Wbrew pozorom nie jestem taki łatwowierny. Nie. Ufam Ci.
Bije od Ciebie takie ciepło i troska. Chcę Cię bliżej poznać.
Przepraszam, ale lubię być szczery. - to dodaje Ci uroku. Słońce, żebyś
ty tylko wiedział jak bardzo jestem Tobą zafascynowana...
Kooocham ten imagin <3 . Cudooo *0*
OdpowiedzUsuń