poniedziałek, 18 listopada 2013

Chapter 2

  Siemkaa! Jestem! Łapcie następny rozdziałek :)

 

Tam będę sama i nie będę miała na kogo liczyć. Zdana na siebie. W nowym miejscu. Z daleka od wszystkich znajomych i rodziny...

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z płaczem wsiadałam do samolotu, nie było odwrotu... i start...


 

Zielone łąki, lasy. Błękitne rzeki, morza, jeziora...

Z góry wszystko wydaje się być takie spokojne i niewinne. Jednak pośród tych przepięknych drzew mieszka populacja zwana ludźmi, którzy już dawno temu stracili szacunek do siebie i innych . To przykre, jednak niewiele jest osób, które nie żerują na cudzym nieszczęściu i potrafią sami do czegoś w życiu dojść. No cóżż... Widoki z samolotu, nieziemskie.

 

Nagle ktoś z tyłu kopnął moje siedzenie. I całkiem przypadkiem wyrwał mnie z zamyślenia. I dzięki Bogu, bo chyba bym się zaraz rozpłakała. Kiedy samolot wylądował złapałam pierwsze lepsze taxi i pojechałam do centrum Londynu. Wysiadając z auta uświadomiłam sobie najważniejszą rzecz, jakiej nie zrobiłam.

- Bo kurwa jestem tak pomysłowa. Kurwa! No przecież ja nie mam tu mieszkania. - powiedziałam sama do siebie. Zapomniałam coś wynająć. Na szczęście perfekcyjnie (mogłoby się zdawać) znałam język angielski. To już jakiś plus. Siedziałam z trzema torbami na ławce pod Big Benem jakieś dwie godziny.

 

 Czułam, że ktoś mnie obserwuje i tym razem to nie był sen, a raczej koszmar. Wysoki blondyn, chyba farbowany. Nie widziałam dobrze twarzy. Teraz stał odwrócony tyłem do mnie. Założył czarne okulary przeciwsłoneczne (dziwne, bo wcale nie było słońca, a pogoda była nijaka) i ruszył w moim kierunku. Momentalnie zrobiło mi się ciepło, kiedy zorientowałam się kim jest owy przystojniak. Znam jego imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia...

Ojojoj... Znam go...

 

*Oczami blondynka*

 

Pożegnałem się z Ed'dem i ruszyłem na spotkanie z Liam'em. Czekałem, czekałem. Spóźniał się już jakąś godzinę. Usiadłem na ławce i wystukałem sms-a:

"Masz pół godz, Liam. Spieszę się..." i schowałem telefon do kieszeni. Wtedy zobaczyłem prześliczną dziewczynę o jasno-brązowych włosach i mocno podkreślonych oczach. Wyraźnie była czymś zmartwiona. Z uwagą przypatrywałem się wszystkim ruchom jakie wykonywała. Po pewnym czasie zaczęła się domyślać, że ją obserwuję, więc postanowiłem podejść i się przedstawić. 


- Pogadamy sobie w domu - wymruczałem pod nosem myśląc o Liamie, wystukałem sms-a że nie mam czasu dłużej czekać i ruszyłem w stronę dziewczyny.

*Oczami Emily* 

 

- Hey, jestem Niall. Niall Horan - przywitał się z uśmiechem na twarzy, który zdawał się nigdy z niej nie schodzić.

- No cześć. Wieem kim jesteś. Ja nazywam się Emilia. Yy, to znaczy Emily. - szybko przerobiłam moje imię na angielskie, by łatwiej było mu je wymówić.

- Więc miło mi Emily. Co ty tutaj robisz? Sama? Z takimi bagażami? I to w centrum Londynu? Zaraz będzie padać.

- No jakoś nie mam gdzie się podziać. Muszę poszukać jakiegoś hotelu czy coś. 

- Na razie też mieszkam w hotelu. Możesz wynająć pokój w tym samym. Pomogę Ci. 

- Oj nie. Bardzo dziękuję za pomoc, jednak ten twój hotel na pewno jest drogi, a ja mam mało pieniędzy i na razie jestem bez pracy.

- Nie szkodzi. Mam 'trochę' pieniędzy. Przecież mogę Ci pomóc. 

- Zwariowałeś? Jak ja Ci to oddam??

-  Jak zarobisz... Albo wcale. Nie zbiednieję od tego, a zrobię dobry uczynek ;p - Nagle potężne krople deszczu zaczęły lecieć na ziemię, 

więc nie mogłam, a raczej nie chciałam dłużej się tak z nim 'kłócić'. Wygrała chęć odpoczynku w ciepłym, suchym miejscu. Blondynek zaprowadził mnie do hotelu. Uśmiechając się ciepło do starszej pani w recepcji poprosił ją o klucz do pokoju i uregulował wpłatę, tydzień w przód.

- 204. Pasuje? Numer mojego pokoju to równe 200. Możesz wpadać kiedy chcesz. **Sam nie wiem dlaczego to robię, chyba dlatego, że długo nie miałem przy sobie jakiejś dziewczyny i teraz po prostu tak reaguje. Ona wydaje się być bardzo miła.**

- Tak, pasuje. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.

- Nie ma za co - Przystojniak złapał dwie największe torby i pomaszerował do windy. Siłacz - pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie...

- Piętro 3. Nie tak wysoko i całkiem przytulnie - wyszeptałam wychodząc z dosyć ciasnej windy obłożonej lustrami.

 

- 200. Wpadaj kiedy chcesz. Zapraszam - rzucił na odchodne. Podziękowałam i uśmiechnęłam się szeroko. Działał na mnie i to jaak. A jego uśmiech - jak narkotyk. Kiedy był blisko mimowolnie uśmiechałam się.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozpakowałam torby i wyjęłam fioletowy portfelik.

- Powinnam przeliczyć pieniądze. Nie, nie mogę. Boję się. Wiem, że za to co jest w środku nie przeżyje porządnie nawet tygodnia. W co ja się wpakowałam? Hmm... - zaczęłam mówić sama do siebie - zaraz, zaraz, przechodząc obok księgarni widziałam kartkę. Ta kartka, o tak! - Wyrwałam się i migiem pobiegłam do księgarni. Jeśli poszukują pracownika to muszę tam być jak najszybciej, aby nikt inny nie zabrał mi tej pracy spod nosa. Kiedy doszłam, przeczytałam informację:

 

Nie no, praca wprost wymarzona. Nie potrzebne doświadczenie, ani jakieś świadectwa czy coś takiego. Na pewno nie męcząca. Wejdę i się zapytam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Następnego dnia.

Zjadłam obiad i postanowiłam odwiedzić Niall'a. Pokój 200. Nie da się tego zapomnieć ;) 

Chłopak przywitał mnie szerokim uśmiechem . Jak zawsze. Jednak ja nie potrafiłam odwdzięczyć się tym samym. 

- Coś się stało? - zapytał z troską w głosie.

- Nie... A w sumie tak. Znalazłam ogłoszenie. Świetnie praca. Świetne zarobki. Coś na dobry start. 

- To powinnaś się cieszyć. - odpowiedział zdziwiony.

- Nie, bo zgarnęła ją jakaś pusta lala z kilem tapety na twarzy.

- Hmmm... Strasznie mi przykro. Londyn jest ogromny, więc na pewno znajdziesz jeszcze coś. Może nawet coś lepszego. Teraz się nie przejmuj. Jadłaś obiad? Właśnie zamówiłem pizzę.

- Tak, jadłam, dziękuję.

- To dobrze, że jadłaś, ale skoro już tu jesteś to zjesz jeszcze trochę. :)

- Hahhah, nie wcisnę w siebie już nic więcej

- To się okaże ;] - zaśmiał się rześko ;D Ach ten żarłoczek. Jest taki jak opisują go gazety: miły, sympatyczny, przystojny, śmieszny no i lubi dużo zjeść. Jednak jedno mnie nadal dziwi: rozmawia ze mną i wpuścił mnie do pokoju jak gdyby znał mnie od dawna. Pomógł mi jak przyjaciel, a znamy się dopiero dwa dni. 

- Po prostu Ci ufam - z zamyślenia wyrwał mnie głos Horanka.

- Słucham? - zapytałam nie wiedząc o co chodzi.

- Wiem o czym myślisz. Wbrew pozorom nie jestem taki łatwowierny. Nie. Ufam Ci. Bije od Ciebie takie ciepło i troska. Chcę Cię bliżej poznać. Przepraszam, ale lubię być szczery. - to dodaje Ci uroku. Słońce, żebyś ty tylko wiedział jak bardzo jestem Tobą zafascynowana...

1 komentarz: